niedziela, 19 lipca 2015

#1 unexpected holidays

-1-
Kyuhyun wsunął na stopy swoje kapcie z League of Legends i przecierając leniwie oczy dźwignął się z łóżka, instynktownie kierując się do źródła hałasu, który go obudził, a mianowicie kuchni w dormie Super Junior. Maknae miał na sobie miętową piżamę w maleńkie rewolwery i komiksowe dymki, a włosy na jego głowie układały się w nieładzie i sterczały na wszystkie strony, więc zdziwił się, kiedy zastał swoich starszych przyjaciół w pełni ubranych i... gotowych do drogi! Cho nie wiedział, czy gdzieś się wybierają, czy agencja znowu wynajęła dla nich większe mieszkanie, więc tylko stanął oszołomiony, nieco zaspany w kuchennych drzwiach i przestąpił z nogi na nogę, krzyżując ręce na klatce piersiowej. Odchrząknął, jednak wszyscy byli zbyt podekscytowani rozmową i śmiechem, by na niego spojrzeć. Ich kuchnia nie była duża, więc siedem osób tłoczących się w małym pomieszczeniu robiło więcej hałasu, niż mogli przypuszczać.
- Jedziemy gdzieś? - powtórzył, mając nadzieję, że tym razem ktoś zwróci na niego uwagę.
Ryeowook, zaskoczony obecnością jeszcze jednej osoby, w dodatku całkowicie nieubranej, machnął ręką na rozwrzeszczanych chłopaków i spojrzał na Kyuhyuna z rozbawieniem wymalowanym na twarzy. Wszyscy skierowali spojrzenia w tym samym kierunku, w którym patrzył Kim i skinęli na maknae głowami w geście przywitania.
- Jedziemy na wakacje. Nie wiedziałeś? - zdziwił się Kangin, butem trąc o swoją nogę w miejscu, w którym poprzedniego wieczoru ugryzł go ogromny komar, a potem odleciał, jakby nic się nie stało. - Na wieś! Dziadkowie Niny i Leny mają dwa domki, a dziewczyny były na tyle miłe, że pozwoliły nam tam przyjechać na trochę.
Kyuhyun wybałuszył oczy i pokręcił głową, zaskoczony, że w ogóle mieli jakiekolwiek wakacje, kiedy dopiero tydzień temu skończyli promocję swojego nowego albumu. Rozejrzał się jeszcze raz po kuchni i puścił wolno ręce wzdłuż ciała.
- Jadą wszyscy? - zapytał po chwili, zbierając się powoli do wyjścia z kuchni. Miał zamiar jechać, nawet jeśli jego hyungowie mieli się przez niego spóźnić i nie dojechać na czas.
- Tak - odparł Jungsoo i uśmiechnął się radośnie. - Siwon jest tam już od wczoraj, zgłosił się na ochotnika. No wiesz, ktoś musiał pojechać i sprawdzić, czy jest tam ładnie i czy nie ma zbyt wielu zwierząt. Nie jedziemy tam, żeby gonić krowy, które uciekły sąsiadom albo karmić świnie. Co to, to nie. Jedziemy odpocząć! - Zawołał, zauważając optymizm na twarzy najmłodszego. - A Ty? Jedziesz?
Kyuhyun pokiwał głową i odwrócił się na pięcie, a następnie wyszedł z kuchni. Zatrzymał się jednak w korytarzu, w którym stały gablotki z ich wszystkimi nagrodami za ostatnie comebacki i odwrócił się w kierunku kuchni.
- Ale na mnie zaczekajcie! - Jęknął, wiedząc, jak złośliwi potrafili być jego współlokatorzy. Tak naprawdę, Cho nie zdziwiłby się, gdyby na własny koszt musiał dotrzeć na wieś. Taka już była rola najmłodszego. Słuchaj starszych, albo radź sobie sam.
~*~
Junmyeon wszedł do salonu w szampańskim humorze. Jego szorty w drobną kratkę dobrze komponowały się z białym t-shirtem i krótkimi włosami podniesionymi do góry na tyle, ile to było możliwe. Podszedł do okna i podciągnął rolety, wyglądając przez duże okno w dół, na ruchliwą ulicę, po której samochody przejeżdżały jeden za drugim. Uśmiechnął się, nie mogąc się już doczekać, by poinformować resztę zespołu o tym, że jadą na wakacje. Według ich planu dnia, niedługo wszyscy powinni zjawić się w kuchni na wspólnym śniadaniu, mimo że był to jeden z ich wolnych dni, podczas których mogli robić co im się podoba. Suho usiadł więc na kanapie ustawionej w kącie salonu, skrzyżował nogi w kostkach i co jakiś czas spoglądał niespokojnie na zegarek, wewnętrznie podskakując i piszcząc jak pięciolatek, który pierwszy raz jedzie gdzieś na wakacje. Po upływie kilku minut zerknął na schody, na których pojawił się Sehun i Junmyeon klasnął w dłonie, podrywając się z kanapy.
- Dzień dobry! - zawołał radośnie, posyłając zaskoczonemu maknae promienny uśmiech. - Gdzie reszta? Nadal śpią? - zapytał po chwili, kiedy Sehun zatrzymał się na którymś z ostatnich stopni i zszokowany zacisnął dłoń na żelaznej poręczy przyozdobionej gotyckimi, kwiecistymi wzorami.
- Nie, hyung - odparł i wzruszywszy ramionami zeskoczył na podłogę, wsuwając chude ręce do kieszeni granatowych dresowych spodni. - Co Ci tak wesoło? Coś się stało? A może zapłacili Ci więcej za to, że męczysz się z nami całymi dniami? No, hyuuung? - Uśmiechnął się, wystawiając twarz w kierunku Junmyeona i uformował usta w dzióbek. Zaskoczony Suho cofnął się do tyłu z jękiem odrazy.
- Yah, Sehun! - Rozległo się z góry, na co obaj chłopacy podnieśli głowy, zauważając Jongdae wychylającego się przez barierkę. - Kto pozwolił Ci używać mojej szczoteczki do zębów?! Skoro tak.. skoro tak to.. to ja użyję Twojej! - krzyknął Chen i wepchnął do ust zieloną szczoteczkę Sehuna, wcześniej całą ją śliniąc.
Oh złapał się poręczy i ruszył na górę, przeskakując co trzy stopnie. Dopadł Jongdae i zaczęli się przepychać, przy okazji taranując Kyungsoo, który niczego nieświadomy wyszedł ze swojego pokoju, przecierając zaczerwienione, półprzymknięte oczy. Do późna czytał jakąś książkę cukierniczą o tym, jak upiec perfekcyjne ciasta, a postem spisywał z niej najważniejsze porady i wieszał je nad łóżkiem. Uniósł brew i wyminął bijących się przyjaciół, na schodach spotykając Suho.
- Sehun i... eee... chyba Chen... znowu się... biją... - wymamrotał sennie i ominął Junmyeona, który tylko spojrzał na niego zaskoczony.
Na widok dwóch przepychających się chłopaków pokręcił z rozczarowaniem głową i wszedł do, miał nadzieję, pustej łazienki. Szum wody spod prysznica dał mu do zrozumienia, że nie jest sam, jednak Suho pohamował swój rozbiegany zazwyczaj wzrok i wyjął z szafki wiszącej nad umywalką dwie nowe, zapakowane jeszcze szczoteczki do zębów i wyszedł z pomieszczenia. Podszedł do Jongdae i Sehuna, a następnie wyciągnął w ich kierunku ręce, w któych trzymał przedmioty i podał je im, kiwając głową.
- Mama zawsze w pogotowiu - skwitował Chanyeol, który ledwo uniknął ciosu Jongdae, który machnął ręką nie w tym kierunku, w którym chciał. - Hej, spokojnie, ja tu tylko sprzątam wasze brudne skarpetki... - jęknął Yeol i zniknął w łazience.
Lider westchnął, zauważając, że nikt nie poświęca mu tyle uwagi, ile potrzebował i zawrócił, zbiegając po schodach do kuchni, w której wciąż zaspany Kyungsoo robił śniadanie.
- Jedziemy na wakacje, idioci - mruknął sam do siebie. Na nieszczęście, przebiegający obok niego Baekhyun usłyszał wszystko i prawie potknął się o ręcznik owinięty wokół jego bioder.
- Jedziemy na wakacje?! - krzyknął ton wyżej, niż miał w zwyczaju, zwracając na siebie uwagę reszty zespołu. Złapał ręcznik, który zaczął powoli spadać w dół i przylgnął plecami do ściany, paląc się pod wzrokiem chłopaków. - No co... Suho mówił... znaczy się mruczał... zresztą! Jego pytajcie.
Junmyeon, który nagle znalazł się w centrum uwagi pokiwał tylko głową. Nawet Kyungsoo wyszedł z kuchni, żeby zorientować się, dlaczego wszyscy nagle zamilkli i skupili się na liderze.
- Jedziemy na wieś. Dziadkowie Niny mają dwa domki, możemy pomieszkać trochę w jednym i odpocząć. Poza tym Nina przyjaźni się z Leną, a Lena to siostra Yesunga, więc Super Junior spędzą wakacje z nami. Albo raczej my z nimi, bo myślę, że oni już są w drodze.
Wszyscy rzucili się w kierunku lidera, zamykając go w ciasnym uścisku. Ich dziecięca radość przerodziła się w euforię, którą okazywali poprzez skakanie wokół Junmyeon i wspólny śmiech. Suho z trudem wydostał się spomiędzy ośmiorga rozwrzeszczanych chłopaków, a potem uciszył ich podniesieniem ręki.
- Musicie spakować się do... 11. Macie półtorej godziny - zakomunikował i ze śmiechem poszedł do swojego pokoju, sprawdzić, czy spakował wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy.
~*~
-2-
Jasne włosy Heechula już dawno stały się zbyt długie i zaczęły wpadać do oczu, więc Kim przegarnął platynową grzywkę palcami i spuścił szybę w tylnych drzwiach samochodu, wychylając się z wyciągniętą ręką przez okno. Przez pędzący bo wyboistej polnej drodze samochód prawie upuścił swój nowy, piekielnie drogi telefon i żachnął się, ze złością spoglądając na siedzącego za kierownicą lidera.
- Hyung! - jęknął, zanim wychylił przez okno również głowę. - Nie ma zasięgu ani darmowego internetu... transjmisja danych też nie działa! Zaczynam się bać, że moja mama zacznie myśleć, że w końcu znalazłem dla niej synową i właśnie spędzam z nią czas. Wiecie jak to jest, kiedy wasza matka na słowa "mamo, wyjeżdżam za Seul" wpada w histerię, bo jeszcze nie znalazła sobie sukienki na ślub swojego ukochanego syna?! Życie z wami jest niesprawiedliwe, ale to, że nie ma tu zasięgu jest jeszcze gorsze... - wymruczał zirytowany, stukając w ekran telefonu z nadzieją, że znajdzie dostępną, niezabezpieczoną sieć.
Kyuhyun podniósł wzrok znad swojego PSP i złapał Heechula za łokieć, próbując wciągnąć go z powrotem do samochodu. Starszy, nieco zmuszony przez maknae, opadł na zajmowane wcześniej siedzenie i jęknął wyraźnie zawiedziony. Prychnął, spoglądając kątem oka na młodszego, i nadal oburzony splótł ramiona na klatce piersiowej.
- To chyba tutaj... - mruknął Jungsoo, wjeżdżając na podjazd usypany z kolorowych kamieni, które razem tworzyły jakiś abstrakcyjny wzór. Przed nimi rozciągała się brązowa żelazna brama, za którą rosło mnóstwo drzew, a za drzewami górował duży, całkiem ładny wiejski dom z czarną dachówką i wieloma uchylonymi oknami. Lider zagwizdał przeciągle, pochylając się znacznie nad kierownicą, bardziej w kierunku przedniej szyby.
- Dobrze, że dach nie jest słomiany, a schody nie są z zaschniętego błota - warknął nadal oburzony Hee i wbił się w siedzenie, nie mając zamiaru wysiadać. - Mam dziwne wrażenie, że co rano będziemy musieli doić krowy, żeby napić się mleka i kopać ziemniaki, żeby móc zjeść obiad.
Ręce Kyuhyuna zadrżały na słowa Heechula i prawie upuścił swoją konsolę na rzecz rzucenia się do przednich siedzeń. Wychylił głowę między Jungsoo i Youngwoona.
- Nie chłopaki! - pisnął oburzony. - Nie będę doił krów ani chodził z nimi na spacer! Mieliśmy odpoczywać. OD PO CZY WAĆ! - wzburzył się, a po chwili otworzył szeroko oczy, które prawie wyskoczyły z jego oczodołów. - Matko jedyna... Siwon? - zapytał, patrząc na mężczyznę ubranego w czerwoną, kraciastą koszulę, niepasujące do zestawu musztardowe szorty i trampki. Na głowie miał słomkowy kapelusz, a na nogach białe trampki i Cho odetchnął z ulgą na ich widok, bo miał już wrażenie, że Choi założy gumiaki sięgające kolan. Brakowało mu tylko źdźbła trawy wetkniętego pomiędzy wargi, żeby wyglądał jak prawdziwy rolnik. Przy schodach, na ledwo dopinających się walizkach, siedziały Lena i Nina, rozmawiając o czymś między sobą. - Chłopaki... można było nie przyjechać...? - spytał po chwili maknae.
- Oczywiście, że można było nie przyjechać - zaśmiał się lider i rozpiął pas bezpieczeństwa, a następnie zaparkował przed garażem niedaleko domu. Kyuhyun jęknął i rozejrzał się po samochodzie. Niektórzy spali dziwnie powykręcani na swoich siedzeniach, inni po prostu grali w kamień, papier, nożyce, a niektórzy słuchali muzyki, zbierając się powoli do wyjścia.
Donghae ziewnął i wyciągnął ręce nad głowę, przeciągając się z długim, głębokim pomrukiem, a następnie wyjął z uszu słuchawki, podczas gdy Ryeowook jęknął, po raz kolejny przegrywając rozgrywkę z Yesungiem, a Hyukjae wiercił się niespokojnie, najwidoczniej śniąc o czymś miłym. Leeteuk wychylił się ze swojego siedzenia i zaśmiał na widok swoich młodszych przyjaciół, którzy nie do końca wiedzieli, co się właśnie działo.
- Jesteśmy na miejscu, wysiadamy! - Zakomunikował, a następnie wyskoczył z samochodu i rozłożył szeroko ramiona, zaczynając kręcić się wokół własnej osi. Ciepły wiatr muskał jego twarz, podobnie jak ostatnie promienie słońca spadające z nieba. Kiedy się zatrzymał, spojrzał na stojącego niedaleko Siwona i pomachał mu radośnie, ten sam gest posyłając także dziewczynom. - Gdyby nie korki, bylibyśmy szybciej - stwierdził, ściskając szybko rękę Siwona, a następnie przesunął się do dziewczyn, by każdą obdarzyć przyjacielskim uściskiem.
Super Junior zaczęli gramolić się z samochodu, tłukąc się swoimi plecakami, torbami lub walizkami, przepychając się i wypadając z auta jeden po drugim. Ostatni wyszedł Heechul, rozglądając się z zaciekawieniem po okolicy. Nikogo nie zdziwiło, gdy wyjął telefon, nadal szukając internetu.
- Jest! - zawołał zadowolony, zauważając, że jego zasięg wifi osiągnął wszystkie cztery kreski. Nie był pewien, ale prawdopodobnie właśnie zmienił swoje zdanie na temat tego miejsca. - Nie wiem jak wam, ale mi się tu baaaardzo podoba! - Zaśmiał się, ustawiając w sporej kolejce do Siwona, a następnie do dziewczyn, które trzymały klucze do domu.
Lena od razu rzuciła się radośnie do swojego starszego brata, zaplatając ręce wokół jego szyi i przytulając go mocno. Yesung nie miał innego wyjścia jak tylko odwzajemnić uścisk młodszej siostry, jednak kiedy dwudziestolatka odsunęła się od niego i oparła ręce na biodrach spojrzał na nią zaskoczony i podniósł brew.
- Co?
- Jongwoon.. no bo... będzie Jongin, prawda? - zapytała nieśmiało. Pamiętała, że Yesung wspominał coś o tym, że EXO prawdopodobnie spędzą wakacje z nimi, ale nie wiedziała, czy na pewno się tak stanie. Wolała mieć nadzieję, niż od razu postawić, że nie zobaczy się ze swoim chłopakiem.
Trzydziestolatek zaśmiał się i kiwnął głową, zauważając, jak rozświetliły się oczy jego ukochanej siostry. - Będzie. Ale przyjadą trochę później, bo podobno nikt nie chciał słuchać Junmyeona, kiedy mówił im, że będą mieć wakacje.
- Hej, słuchajcie! - zawołał Siwon, ruszając do ucholonych drzwi domu, w którym spędził poprzednią noc. - Bierzcie swoje rzeczy i chodźcie, chyba czas się już zakwaterować, co?
Wszyscy zgodnie pokiwali głowami. Mężczyźni złapali za swoje walizki, torby oraz plecaki i zaczęli wnosić je do przedpokoju, jednak Yesung, Donghae, Lena i Nina nadal stali przed domem i zastanawiali się, a raczej Yesung to robił, jak wnieść walizki dziewczyn, by nie wyrządzić żadnych szkód z zewnątrz domu.
- Może... - zaczął Yesung i poprawił swój plecak, który wisiał na wysokości jego tyłka. - Może najpierw wniesiemy walizki Leny? - zapytał, a następnie spojrzał w kierunku Donghae, który trzymał w ramionach dwie walizki należące do Niny i szedł w kierunku Leny, by wziąć również jej bagaż.
- Hyung, ja to zrobię. Tylko daj mi je - rzucił krótko i poczekał, aż Yesung ułoży dużą walizkę swojej siostry na piramidzie, którą młodszy trzymał w ramionach. - A teraz otwórzcie mi drzwi - poprosił, a kiedy Lena otworzyła je na oścież i cała reszta towarzystwa za nimi zniknęła, Donghae ruszył w kierunku marmurowych stopni, które prowadziły do drzwi. Na nieszczęście, nie zauważył ostatniego stopnia przed podestem i legł jak długi, wypuszczając walizki i swoją torbę, która spadła mu na głowę. Jęknął i wyciągnął ręce próbując złapać choć jedną walizkę, jednak wszystkie pospadały w różnych kierunkach, o dziwo omijając ozdobne doniczki i rośliny.
- Może by mi ktoś pomógł?! - zawołał bezradnie i zaczął się podnosić, a chwilę później usiadł i zaczął rozmasowywać obolałe kolana, które ostatnimi czasy znosiły wyjątkowo dużo. Odetchnął z ulgą, kiedy w drzwiach pojawił się Siwon. Wyszedł z przedpokoju i rozejrzał się, a następnie zabrał za wstawianie walizek. Wziął również torbę Donghae i rzucił ją na podłogę, a potem oparł o framugę i zmrużył oczy.
- Och, hyung... - zaśmiał się i trzasnął drzwiami, powstrzymując się od przekręcenia w nich kluczach.
- Yah, Siwon! Uduszę Cię!
~*~
-3-
Samochód EXO wjechał na posesję tuż po zachodzie słońca, kiedy podwórko oświetlał tylko pomrańczowy blask wysokich latarni. W obu domach było ciemno i kiedy Junmyeon wysiadł był pewien, że w jednym z nich śpią członkowie Super Junior - ale nie wiedział, w którym. Wziął swoją torbę i oparł ręce na biodrach, a następnie spojrzał na wymęczonych podróżą chłopaków stojących za nim.
- Idziemy, tylko bądźcie cicho - rzucił na odchodne i ruszył w kierunku schodów prowadzących do pierwszego domu. Wszedł do przedpokoju i odetchnął z ulgą, ponieważ dom, na pozór, był pusty. Nie było żadnych walizek, ubrań czy dodatkowych par butów. Mimo wszystko, lider prawie się przewrócił, kiedy w tempie błyskawicy przebiegł obok niego Jongin, pędząc do schodów.
- Idę spać! Do Leny! Mówiła, że będzie spała tam, gdzie nikogo nie będzie! - zawołał ściszonym głosem i zaczął pędzić po, prawdopodobnie świeżo lakierowanych, schodach, ponieważ wpadał w poślizg przy każdym kroku i musiał trzymać się barierki, by się nie przewrócić. Jongin wiedział, że gdziekolwiek nie wybierała się Lena z przyjaciółmi, zawsze wybierała pokój na samym końcu korytarza, zazwyczaj na lewo. Uśmiechnął się i przebiegł przez długi, pusty korytarz. Zatrzymał się przed drzwiami i przeciągnął przez głowę koszulkę, by potem po cichu otworzyć drzwi i wejść do środka.
W pokoju było ciemno, więc nie widział zbyt wiele. Wiedział jedynie, że ściany ozdobione były tapetą w pastelowe paski, a w oknach powiewały długie zasłony zamiast rolet. Podobało mu się tu, nawet jeśli spędził w tym miejscu zaledwie kilka minut. Na łóżku spowitym w całkowitym mroku widział zarysy sylwetki i poczuł, jak jego puls przyspiesza, kiedy wbił sobie do głowy, że to Lena. Rozpiął spodnie najciszej jak potrafił i uważając, by klamra jego paska narobiła jak najmniej hałasu podczas swojego upadku na panele, zdjął spodnie i skopał je na bok. Ruszył wolnym krokiem do łóżka, a następnie położył się na nim i zarzucił rękę przez, jak przypuszczał, talię Leny. Uśmiechnął się i przylgnął torsem do jej pleców, mrucząc coś. Nagle, postać zaczęła się ruszać, a potem poczuł, jak łapie go za rękę i zrzuca ze swojego ciała.
- Lena... Co Ty robisz...? - wymamrotał, nawet nie uchylając oczu.
- NIE JESTEM LENA! - krzyknął Heechul, odskakując jak oparzony na bok.
Jongin otworzył szeroko oczy i złapał za resztki kołdry, którymi okrył swoje ciało najbardziej, jak mógł. Cieszył się, że było ciemno, bo jego policzki przybrały odcień krwistej czerwieni, a on sam miał ochotę zapaść się pod ziemię. Wyciągnął rękę, chcąc upewnić się, że to na pewno nie Lena, jednak od razu poczuł, jak ktoś uderz go w dłoń tak, że jęknął i zaczął machać nią na wszystkie strony.
- Hee... Chul...? - wymamrotał, bliski zerwania się z łóżka, jednak nie chciał, by inny, w dodatku starszy od niego mężczyzna, widział go półnagiego.
Heenim kiwnął głową, a następnie sięgnął z szafki swój telefon i włączył latarkę, której promień skierował prosto na swoją twarz.
- Heechul. Dla Ciebie sunbae! Ewentualnie hyung - mruknął, mrużąc oczy pod wpływem rażącego światła. Pokręcił głową i spojrzał na młodszego krytycznie, zastanawiając się, co on jeszcze, do jasnej cholery, robił w jego łóżku. - Poza tym, co wy tu robicie? Śpicie w tym drugim domu - skrzywił się nieznacznie, a potem skierował wzrok na drzwi, zza których zaczęły dobiegać kroki. - Świetn...
Nie dane mu było dokończyć. Śmiech Jungsoo rozniósł się echem po pokoju, a rozbawiony lider zaczął klaskać w dłonie i skakać w miejscu, nie mogąc powstrzymać się od skomentowania obrazka, który widział.
- Nie wiedziałem, że wy... coś ten... - roześmiał się głośniej, powodując, że po chwili wokół niego zgromadziła się reszta SuJu, w tym Nina oraz Lena. Tłok stał się jeszcze większy, kiedy do Super Junior dołączyli członkowie EXO.
- No cóż - skwitował Junmyeon, spoglądając na palącego się ze wstydu Jongina. - Czasem jakaś zmiana jest potrzebna. Ale nie myślałem, że posuniesz się tak daleko, Jonginnie - rzucił ze śmiechem.
Dwudziestojednolatek miał ochotę wstać z łóżka i tupnąć nogą, jednak wolał nie ryzykować. Patrzył tylko, jak wszyscy oddalają się do swoich pokoi lub, w przypadku EXO, do innego domu, a Lena i Nina zanoszą się dźwięcznym śmiechem, nadal stojąc w drzwiach. Wiedział, że w te wakacje był skończony, a jego życie wśród przyjaciół już nie miało takiego sensu, jak wcześniej. Wiedział, że dzień później stanie się obiektem kpin wszystkich, którzy widzieli go w łóżku Heechula. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz